Od dwóch lat jeżdże konno, do klubu do którego należe należy też Dawid. Bardzo mi sie podoba, ale jest już zajety :( Do stadniny najczęściej jeżdże na rowerze, bo jest spory kawałek - ąż 5km. Tego feralnego dnia jechałam z moją przyjaciółką, zrobiłyśmy sobie przystanek na moście kolejowym. Największa idiotka, czyli ja, wdrapała się tam i moja przyjaciółka również. Zaczęłyśmy machać do wszystkich samochodów, po pół godzinie to machanie przerodziło się raczej w tańce godowe. Zobaczyłam jadącą znajomą furgonetke, nie poznałam jej i zaczęłyśmy "machać". Za furgonetką jechała przyczepa na konie, a my "machałyśmy" dalej. Kiedy auto zwolniło zauważyłam nazwe naszego klubu, a jak przyjżałam sie to w środku siedziało kilku chłopaków i zwijało ze śmiechu. Oczywiscie wśród nich był nikt inny tylko Dawid. Chodź od tego zajścia minął już miesiąc, on dalej mi to wypomiana i mówi, żebym zatańczyła jeszcze raz.